Archive for Luty, 2017

Recenzja książki „Trzepot skrzydeł”.

piątek, 24 lutego, 2017

Członkostwo w Dyskusyjnym Klubie Książki daje mi łatwiejszy dostęp do nowości wydawniczych, do pozycji, o których mówi się w programach poświęconych literaturze, które widzi się na półkach księgarni. Jednak podczas klubowych rozmów można usłyszeć o książkach wydanych już jakiś czas temu, które przeszły bez większego echa, a z całą pewnością zasługują na to, żeby poświęcić im uwagę.

„Trzepot skrzydeł” Katarzyny Grocholi to wydana w 2008 roku książka, która dotyczy trudnego i niestety zawsze aktualnego problemu przemocy domowej. Autorka za pomocą bardzo prostych środków snuje swoją opowieść, która przykuwa uwagę, nie pozwala odłożyć książki na później i pozostaje w myślach długo po przeczytaniu ostatniej kartki. Nie epatuje nieszczęściem swojej bohaterki, nie opisuje z detalami jej trudnej codzienności. Nie zmienia to jednak faktu, że są w tej książce sceny, kiedy czułam się porażona ogromem okrucieństwa, jakiego doświadcza Hanna i nie mogłam powstrzymać łez, tym bardziej, że są to sceny tak bardzo szczere, prawdziwe, przekonujące. Nie ma tam żadnego fałszu, żadnej przesady. Odnosiłam wrażenie, jakbym siedziała naprzeciw kobiety, która cichym, urywanym głosem opowiada mi swoją trudną historię. Opowiada o lęku, „że coś się stało” albo, „że coś się stanie” i jakimś nieokreślonym braku, który odczuwała od dzieciństwa. O tym, jak w małżeństwie zobaczyła szansę na to, żeby wreszcie „czuć się ważna, jedyna i chroniona”. O tym jak czuła się szczęśliwa, a potem „właściwie” szczęśliwa, bo w jej związku zaczęło coraz bardziej brakować miejsca dla niej samej i dla jej potrzeb, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziała, że „jej świat zmienia się, zmniejsza, kurczy”. Było jej coraz bardziej źle w swoim domu, ale „przecież po ślubie zmienia się wszystko, trzeba iść na kompromis” i co najważniejsze – tego mała Hania nauczyła się w domu – „rodzina jest najważniejsza, nie można jej bezkarnie założyć, a potem bezkarnie odłożyć, zlikwidować”. I chociaż jej mąż pozornie wydawał się takim dobrym, kochającym człowiekiem, to tylko ona poznała jego dwie twarze „dwie osoby, z których jedna zabija, a druga przeprasza” i ona tylko zrozumiała, że słowa bolą tak samo jak kopniaki, chociaż nie pozostawiają śladów.

Czytając „Trzepot skrzydeł” trudno nie zadać sobie pytania, które nasuwa się i wtedy, gdy
z taką sytuacją mamy do czynienia w rzeczywistości: dlaczego??? Dlaczego Hanna utknęła na długo w tym wyniszczającym ją układzie? I tu zaskoczenie, bo autorka nie daje najprostszej odpowiedzi, że zaniedbana przez rodziców dziewczynka tak bardzo pragnęła być kochana, że pozwoliła się tak traktować, bo i tak nie miała dokąd iść, gdzie szukać pomocy. Rzeczywiście w rodzinnym domu Hanny czegoś zabrakło… Może roczna nieobecność ojca była dla wrażliwej dziewczynki taką traumą… Może zabrakło umiejętności okazywania uczuć
i szczerych rozmów… A może kluczem do zagadki są te słowa głównej bohaterki: „w naszej rodzinie przepis na miłość brzmiał tak: im bardziej się o ciebie martwię, tym bardziej cię kocham”. Może Hania opacznie rozumiała to martwienie się, jako brak wiary w jej siły, w jej możliwości i podejmując decyzję o ślubie nie przyjmowała uwag swoich bliskich, a potem nie skarżyła się, żeby ich nie martwić i żeby nie usłyszeć „a nie mówiłam!”.

Jest jeszcze jedno pytanie! Jak to się dzieje, że kobieta taka jak Hanna nie broni się, nie szuka pomocy, dlaczego staje się ofiarą przemocy domowej? Katarzyna Grochola po mistrzowsku, dokładnie i precyzyjnie pokazuje, jak powoli i niepostrzeżenie miłość i chęć zadowolenia ukochanej osoby zostaje zastąpiona przez obezwładniający strach. Jak świat zewnętrzny przestaje istnieć i pozostaje tylko oprawca i jego ofiara i wydaje się, że nie ma ratunku, bo przewidywanie i unikanie sytuacji, które mogą spowodować wybuch, pochłania wszystkie siły fizyczne i psychiczne. Cóż, kiedy „o tym wszystkim wiesz dopiero wtedy, gdy z nim żyjesz. Nie wcześniej. To jest tak, jak doświadczenie śmierci, o tym, jak ona jest, wiedzą tylko ci, co już umarli”. To bardzo ważne słowa, które powinno się przytaczać tym osobom, które uważają, że kobieta w takiej sytuacji ponosi część winy za to, co się z nią dzieje i osądzają ją niemal tak samo surowo jak tego, który ją krzywdzi. Są też w tej książce inne słowa, które z kolei powinny być mottem dla wszystkich kobiet, nie tylko tych, których dotyczy problem przemocy domowej: „Na tym to właśnie polega, że to tylko ty jedna jesteś odpowiedzialna za to, co się z tobą dzieje. Z tobą, A NIE Z NIM”.

Gdyby to ode mnie zależało, to książka „Trzepot skrzydeł” byłaby lekturą obowiązkową na lekcjach wychowania do życia w rodzinie.  Nie mam jednak takiej władzy, więc zadbam, żeby przynajmniej moje córki ją przeczytały i żeby dzięki temu (między innymi) trzepot
w ich sercach nie wynikał nigdy ze strachu, ale był trzepotaniem skrzydeł odwagi i wiary we własne siły. G.R.R. Martin napisał: „Czytelnik może żyć życiem tysiąca ludzi, zanim umrze. Człowiek, który nie czyta ma tylko jedno życie”. Cieszę się, że są takie książki jak „Trzepot skrzydeł”, dzięki którym każda czytelniczka może prześledzić trudne koleje losu Hanny
i może dzięki temu zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa, jakie czyhają na nią w jej jednym jedynym i wyjątkowym prawdziwym życiu.

Anna Leska

DKK Chęciny

 


 

,

 

Listopadowe spotkanie klubu DKK

piątek, 24 lutego, 2017

Listopadowe spotkanie naszego klubu poświęciliśmy na rozmowę o książce Małgorzaty Wardy p.t.: „Najpiękniejsza na niebie”. Powieść opowiada o losach Sylwii,  adoptowanej w dzieciństwie, która zapada na nowotwór krwi, anemię aplastyczną. Tylko przeszczep od osoby zgodnej genetycznie, najlepiej spokrewnionej, może ją uratować. Sylwia rozpoczyna więc poszukiwania rodziny, co jest niezmiernie trudne, ponieważ polskie prawo nie pozwala ujawniać danych dziecka sprzed adopcji. Sylwia żyje w potrzasku. Nawet fakt, że jest psychologiem na nic się nie przydaje. Martwiąc się o życie, równocześnie musi zajmować się domem, pięcioletnią córeczką, Mają i mężem, Andrzejem, któremu też jest bardzo ciężko. Sylwia walczy o życie, szuka dawcy szpiku. Wydaje jej się (nie pamięta dokładnie), że ma siostrę bliźniaczkę. O pomoc w jej odnalezieniu prosi dziennikarkę, Polę. Ona także dostała cięgi od losu. Długo zmagała się z depresją po misji  w, ogarniętej wojną, Syrii. Jest nieufna, wycofana, niechętnie otwiera się na innych. Jednak dla Sylwii przełamie się. Znamienna okaże się analogia losów Poli i Sylwii.

Książka Małgorzaty Wardy stawia ważne pytanie – Dlaczego w obliczu straszliwej choroby dane rodziny biologicznej chorego są dla niego niedostępne? Dane, które mogą darować życie! Warda pokazuje, jak okrutne są obecne przepisy  i że koniecznie trzeba je zmienić.

Warto zaznaczyć, że narracja „Najpiękniejszej na niebie” oparta jest na retrospekcjach przeplatających się z bieżącą akcją. Przypomina w tym puzzle, które czytelnik układa sobie podczas lektury; początkowo z trudem, borykając się z zagmatwanymi losami bohaterów i pewnym chaosem informacyjnym, z czasem układanka idzie coraz łatwiej, by pod koniec wszystkie kawałki błyskawicznie powskakiwały na swoje miejsca, prezentując klarowną całość, przejmującą do szpiku kości. Taka właśnie jest ta powieść; zapada mocno w pamięć, prowokuje do refleksji na temat krzywdy dziecka, mówi o odrzuceniu i bolesnych jego konsekwencjach, i o dramacie podciętych korzeni.

Tę książkę trzeba koniecznie przeczytać, szczególnie że autorka była naszym gościem, a ponadto jest cenioną i wielokrotnie nagradzaną pisarką, poruszającą w swych powieściach bardzo poważne tematy, tworzącą niezwykle dojrzałą, przemyślaną i skłaniającą do refleksji literaturę. Polecamy.

20161116_173833

 

„Nie jestem Megi” Irena Paździerz – Spotkanie DKK

piątek, 24 lutego, 2017

Wrześniowe spotkanie naszego DKK dotyczyło powieści „Nie jestem Megi” Ireny Paździerz.  Jest to powieść o trudach życia i próbie stawienia im oporu.  Główna bohaterka, Małgorzata, samotna matka, boryka się z dorastaniem młodszej córki, bo jak wiadomo dojrzewanie to proces bolesny. Zmienia się nie tylko ciało, rozchwianiu ulega również psychika młodego człowieka. Często przemiłe, spokojne dziecko przeistacza się w trudną do okiełznania, negującą wszystko i na wszelkie możliwe sposoby manifestującą swą odrębność istotę.  Paula, bo o niej mowa, siedemnastoletnia córka bohaterki książki , uczy się dobrze, choć większość czasu spędza poza domem. Irytują ją pytania matki, wiecznie narzekająca siostra Kasia i jej rozpuszczona córka Justysia. Paulę i jej starszą siostrę Kasię wychowuje matka, ojciec bowiem, ułożył sobie życie z młodszą kobietą. Dom, praca, dzieci i wnuczka to zaklęty krąg, z którego Małgorzacie trudno się wyrwać, znaleźć czas i ochotę na to, by pomyśleć o własnym życiu osobistym.

Autorka ma pomysł na rozwiązanie tej trudnej sytuacji, trzeba przyznać od razu – nieco baśniowy, a więc mało praktyczny, ale nie pozbawiony swoistego uroku.   Warto samemu się przekonać, jak opowieść się kończy i wyciągnąć wnioski dla siebie.

20160927_173347

„Lód i woda, woda i lód” Majgul Axelsson – Spotkanie DKK

piątek, 24 lutego, 2017

Podczas sierpniowego spotkania rozmawialiśmy o powieści znanej szwedzkiej pisarki, M. Axelsson, pt. : „Lód i woda, woda i lód”. Poznajemy w niej historię bliźniaczek, które z wiekiem stają się sobie obce. Elsie i Inez w dzieciństwie są nierozłączne. Później ich drogi się rozchodzą. Elsie buntuje się przeciwko tradycyjnej roli kobiety i wybiera pływanie na dalekich północnych rejsach. Inez rezygnuje z marzeń o studiach literaturoznawczych i całe życie podporządkowuje wychowaniu Björna, syna Elsie. Nie potrafi natomiast kochać własnej córki i męża.  Jak zwykle relacje między bohaterami są dynamiczne, zmienne, niejednoznaczne. Łatwo jest oceniać bohaterów, by parę stron dalej kompletnie zmienić zdanie na ich temat. „Lód i woda, woda i lód” charakteryzuje  rozbudowana, wielowątkowa fabuła, narracja w kilku przestrzeniach czasowych (liczne retrospekcje), charakterystyczny styl łączący dziennikarską dokładność z psychologiczną głębią wyraźnie zarysowanych bohaterek. Tematycznie szwedzka pisarka powraca do opisywanych już w poprzednich książkach problemów ( np. „Kwietniowa czarownica”) – złożonych relacji między siostrami z czy trudności, jakie czekają w życiu dorosłe kobiety pozbawione matczynej troskliwości w dzieciństwie. Bardzo dobra, świetnie przetłumaczona przez Katarzynę Tubylewicz, powieść, warta polecenia.

20160927_171133

Lipcowe spotkanie DKK

piątek, 24 lutego, 2017

Lipcowe spotkanie naszego DKK poświęcone było książce nominowanej do Literackiej Nagrody Nike 2016 roku, czyli reportażowi Magdaleny Grzebałkowskiej p.t. „1945. Wojna i pokój”. Historyk, Marcin Zaremba, tak pisze o tej książce: „1945 to rok pełen sprzeczności i chaosu. Jest w nim wszystko: potężne nadzieje związane z końcem wojny i gorycz pokoju. Radość, że przeżyliśmy i obrazy masowych ekshumacji. Heroiczna odbudowa oraz szaber i korupcja. Przemoc wobec Polaków i Polaków wobec „obcych”. Złożoność tego czasu doskonale uchwyciła  Magdalena Grzebałkowska, pokazując ten rok z perspektywy zwyczajnych ludzi.” Książkę M. Grzebałkowskiej warto przeczytać, bo wnikliwie przedstawia czasy, w których człowiek borykał się z całą masą ogromnych problemów, a życie było krańcowo trudnym wyzwaniem…

20160830_181946

DKK z Chęcin uczestniczył w LITERACKIM WOODSTOCKU we Wrocławiu

piątek, 24 lutego, 2017

Europejska Stolica Kultury Wrocław 2016 wraz z Instytutem Książki, chcąc uczcić 10-lecie istnienia programu Dyskusyjne Kluby Książki oraz uświetnić wydarzenia zawiązane z kadencją Wrocławia jako Światowej Stolicy Książki UNESCO, przygotowali wielkie artystyczne wydarzenie, „Literacki Woodstock”. Od dziesięciu już lat, co miesiąc, ponad 10 tysięcy osób zrzeszonych w Dyskusyjnych Klubach Książki spotyka się, najczęściej w bibliotekach, żeby rozmawiać o literaturze. W dniach od 27- 31 lipca b.r. członkowie DKK, w tym również przedstawiciele naszego chęcińskiego klubu, świętowali we Wrocławiu dziesięciolecie istnienia ruchu. Przez trzy dni na terenie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych 800 osób z całej Polski brało udział w dziesiątych urodzinach pod hasłem „Literacki Woodstock”. Wśród gości byli: Olga Tokarczuk, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Magdalena Tulli, Anna Janko, Jacek Hugo-Bader, Wojciech Jagielski, Barbara Kosmowska,  Michał Rusinek i wielu innych znakomitych ludzi literatury. Nasz DKK reprezentowany był w składzie: moderator – Barbara Woś, członkinie – Anna Leska, Małgorzata Sobczyk i Jolanta Domagała

Pierwszego dnia zlotu DKK-ów uczestniczyliśmy najpierw w panelach dyskusyjnych poświęconych różnym rodzajom literatury, a potem w wielkiej wspaniałej gali.

Moderatorami i prowadzącymi dyskusje byli zaproszeni literaturoznawcy i dziennikarze. Przedstawicielki Instytutu Książki – Elżbieta Kalinowska i Agnieszka Rasińska-Bóbr opowiadały o sytuacji polskiej literatury na świecie. Piotr Kofta w czasie swojego wykładu zdradził jak napisać powieść, aby stała się bestsellerem. O problemach i wyzwaniach literatury kobiecej mówiła Bernadetta Darska, bezwzględnie rozprawiając się z wszystkimi obecnie panującymi w tej dziedzinie trendami. Magda Piekarska skonfrontowała się z tożsamością dolnośląskich pisarzy. W niezbędniku moderatora DKK nie zabrakło również tematyki dziecięco-młodzieżowej. Na pytanie: „Co czytać z dziećmi?” odpowiedziała Agnieszka Karp-Szymańska. Studium literatury dla młodych nie tylko wiekiem, ale przede wszystkim umysłem przeprowadził Szymon Kloska, odwołując się do najważniejszych utworów z gatunku nowej fantastyki.

Gala wręczenia nagród Dyskusyjnych Klubów Książki dla najbardziej poczytnych pisarzy – rozpoczęła się punktualnie o 18:00. Pomysłodawcy idei DKK, moderatorzy i klubowicze nie kryli wzruszenia, wspólnie podsumowując i dziękując sobie wzajemnie za 10 lat współpracy. Podziw i uznanie wyrazili również najbardziej popularni wśród klubowiczów pisarze 10-lecia. W kategorii literatury pięknej wyróżnieni zostali ex aequo Jacek Dehnel oraz Wiesław Myśliwski. Jacek Hugo-Bader otrzymał nagrodę w kategorii literatura faktu, natomiast Barbara Kosmowska zwyciężyła wśród książek dla dzieci i młodzieży.

Gościem specjalnym pierwszego dnia Literackiego Woodstocku była hiszpańska pisarka i dziennikarka Rosa Montero. W asyście tłumaczki, zaprezentowała niepublikowane dotąd w Polsce opowiadanie „Ślepa miłość”. Główna bohaterka, niewyobrażalnie brzydka 40-latka oraz jej perypetie uczuciowe od razu narzuciły tematy poruszane w dalszej części spotkania – miłość, kobiecość i… śmierć – swoista obsesja autorki, która nieustannie powraca w jej utworach. Pomimo powagi dyskusji i z każdą chwilą pogarszającą się pogodą, autorka nie traciła poczucia humoru. Swoim optymizmem zarażała skłębioną pod parasolami publiczność, aby na końcu pożegnać ją prostą myślą: „cieszmy się każdą chwilą!”. I z tą myślą wszyscy, niezależnie od wieku pozostali do późnych godzin wieczornych, rozmawiając o literaturze, tańcząc i bawiąc się razem przy muzyce Pablopavo i Ludzików.

Drugiego dnia jako przystawkę otrzymaliśmy dziewięciu ekspertów prezentujących najciekawsze tytuły książkowe z różnych zakątków świata – od Europy Środkowej i Wschodniej, poprzez Afrykę, Amerykę Łacińską aż do Azji. O literaturze skandynawskiej opowiadała rewelacyjna Justyna Czechowska, natomiast wszystko co „Świetne, a pominięte” zaprezentował Marcin Baran.

To co wydarzyło się popołudniu można z pewnością nazwać esencją jubileuszowego zlotu DKK. Dostaliśmy bowiem cudowny prezent – możliwość spotkania i posłuchania naszych literackich ulubieńców. W ośmiu ogromnych białych namiotach rozłożonych na łące w malowniczym otoczeniu leśnych zagajników, mini sadów, stawu z fontanną i strzelnicy wojskowej, na terenie koszar wrocławskiej WSO Wojsk Lądowych im. Tadeusza Kościuszki, mieliśmy do wyboru osiem tematycznych spotkań z szesnastoma pisarzami różnych gatunków. „Romans z tekstem” zaliczyć można było z Jackiem Dehnelem oraz Witem Szostakiem. O „doświadczeniu czasu – najważniejszym doświadczeniu życia”, treściwie i konkretnie mówiła Magdalena Tulli. Jej bezpośrednie odpowiedzi na pytania i cięte riposty znalazły uznanie wśród czytelników. W sile słowa nie ustępowała jej Sylwia Chutnik. Spotkanie zatytułowane „Siłaczki” było pretekstem dla obu pań do rozmowy o feminizmie w literaturze. Co wspólnego ma „Lalka” Bolesława Prusa z kryminałem? Jak się okazuje dwóch mistrzów gatunku: Marek Krajewski i Marcin Wroński zgodnie uznają tę powieść za jedną z najważniejszych inspiracji. Można by pomyśleć, że Izabela Łęcka naprawdę musiała zajść za skórę obu „kryminalistom”. Najbardziej poruszającym spotkaniem była rozmowa z Grażyną Jagielską. Żona słynnego reportażysty, bardzo emocjonalnie opowiadała ze swojej perspektywy o wyprawach męża. Wraz z Anną Janko – drugą zaproszoną „Auto-biografistką” rozważały również moralne aspekty pracy reporterskiej, głównie o tym, jak ciężko jest zachować dystans do ludzkiej tragedii.

„Świat jest tak barwny, że nie ma sensu nic wymyślać” – teza postawiona przez Wojciecha Jagielskiego stała się tematem przewodnim spotkania „Opisanie światów”. Drugim gościem był Jacek Hugo-Bader, który anegdotami ze swoich podróży nieustannie wywoływał salwy śmiechu. Na deser wystąpiło dwóch gości specjalnych.  Pierwszy gość to Olga Tokarczuk, która stwierdziła, iż „język to nóż i widelec, którymi konsumujemy rzeczywistość, a idąc tym tropem, bez wahania możemy uznać, że dzisiejszy dzień i cały zlot jest ucztą”.

Drugi z gości, Ildefonso Falcones to autor bestsellerowej „Katedry w Barcelonie”. Kataloński pisarz z prawniczą precyzją przedstawił proces powstawania powieści, porównując go do rysowania mapy, na której każdy szczegół jest odpowiednio ulokowany. Bohaterów kreuje w najdrobniejszych detalach w swojej głowie na długo przed rozpoczęciem pisania. Wie jak wyglądają, jak się poruszają, jak brzmią ich głosy. Kontekst historyczny, zawsze tak silnie obecny w jego twórczości, ostatecznie wypełnia tło powieści. Autor oficjalnie zapowiedział, że już wkrótce ukaże się kolejna książka, będąca tym razem długo oczekiwaną kontynuacją „Katedry w Barcelonie”.

Ostatni dzień spotkania członków dyskusyjnych klubów z całej Polski to przede wszystkim próba generalna Światowego Hymnu Książki UNESCO i rozmowa z Danutą Wałęsą na wrocławskim Rynku. Dodatkową atrakcją stała się możliwość spotkania Jana Kantego Pawluśkiewicza, kompozytora muzyki hymnu książki, (słowa hymnu to wiersz Różewicza „Włosek poety”).

Po powrocie na teren festiwalu mogliśmy wziąć udział w jednym z ośmiu spotkań z piętnastoma pisarzami.  „Look! Polish Picture Book!” to wydana w języku angielskim pierwsza publikacja na świecie podsumowująca historię książek obrazkowych na przykładzie polskich twórców. Dlaczego powstała i jak została przyjęta przez międzynarodowe środowisko opowiadały Grażka Lange – graficzka i ilustratorka związana z wydawnictwem Dwie Siostry, oraz Małgorzata Cackowska – pedagożka specjalizująca się w temacie literatury dla dzieci. „Książki ilustrowane, nazywane powszechnie picturebook’ami, są polskim towarem eksportowym, którym powinniśmy się chwalić.” – zgodziły się obie panie. Zaprezentowały również koreańskie i chińskie wydania znanych w Polsce tytułów takich jak „Pan Maluśkiewicz i wieloryb” lub „Kto kogo zjada”. W temacie literatury dla dzieci pozostali również goście spotkania „Nie tylko bajki”, skupiając się tym razem na treści, a niekoniecznie formie. Książki dla młodych ludzi są odzwierciedleniem literatury dla dorosłych, dlatego można je równie dobrze podzielić na kryminały, opowieści przygodowe, miłosne itd. Jest wśród nich miejsce na powieści non-fiction, będące specjalnością Anny Czerwińskiej-Rydel. Grzegorz Kasdepke powiedział, że niezależnie od tematu swojej książki ma jeden cel: „Uzależnić dzieci od czytania. Czas na czytanie mądrych książek przyjdzie dla nich później”.

O swoim literackim dojrzewaniu oraz drodze twórczej opowiedział nam Łukasz Orbitowski na spotkaniu „Smartfon na trotuarze”. Dlaczego zrezygnował z pisania książek fantastycznych na rzecz literatury obyczajowej? „Bo kupiłem sobie konsolę i odkryłem, że w dostarczaniu rozrywki książka nigdy z nią nie wygra” – przyznał szczerze i bez ogródek. Na szczęście nadal widzi miejsce dla książki jako medium oddającego subtelności życia, których w żaden inny sposób nie sposób przekazać. „Kryminalistki” – Gaja Grzegorzewska i Joanna Jodełka – mówiły o procesie powstawania swoich książek. Najpierw o pisaniu, jak się do niego zabierają, a potem jak testują na znajomych i przyjaciołach, czy fabuła jest wystarczająco zaskakująca, a na końcu jak przebiega współpraca z redaktorem. Gaja przyznała się, że ma obsesję poprawiania – „70% tego, co napiszę wyrzucam i piszę jeszcze raz od nowa. Nawet gdy już książka jest oddana do druku, zdarza mi się jeszcze robić poprawki, ale to już tylko dla siebie.” Zupełnie odmienne podejście ma Joanna Jodełka. Do pisania zabiera się bardzo długo, ale jak już coś napisze, nie zmienia ani słowa. W jej odczuciu każda taka ingerencja burzy wypracowaną harmonię tekstu. Także Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Hanna Cygler opowiadały jak powstają ich książki i jak wielu przygotowań potrzeba, by np. wiernie odtworzyć w nich miejsca z przeszłości. Mowa była nie tylko o warsztacie pisarskim, ale też o nie zawsze kończącym się powodzeniem, godzeniu pisania z byciem żoną, matką i panią domu. W czasie spotkania autorki zwróciły uwagę na fakt, że popularna literatura dla kobiet jest w Polsce traktowana protekcjonalnie i nieobecna w mediach. Nie zajmują się nią krytycy, nikt nie opisuje tu trendów. „Mamy w tej kwestii wiele do nadrobienia” – podkreślały autorki. O pisarzach i ich biografiach niezwykle barwnie opowiadali Michał Rusinek i Mariusz Urbanek. Nie obyło się bez licznych anegdot oraz autorskiego poradnika jak odróżnić dobrą biografię od kiepskiej. „Najważniejsza jest rzetelność, szacunek do opisywanej postaci i powstrzymanie się od ocen” – zgodzili się autorzy.W tematach poważnych i zaangażowanych społecznie pozostali reportażyści. Lidia Ostałowska i Cezary Łazarewicz dyskutowali o tym, jak transformacja ustrojowa wpłynęła na mentalność Polaków. Bartek Sabela i Ziemowit Szczerek „opisując jeszcze inne światy” skupili się na problemach politycznych i relacjach pomiędzy ludźmi różnych narodowości. Przez trzy dni odbyliśmy setki, a może i tysiące rozmów o literaturze. Temperatura tych spotkań była zmienna jak towarzysząca nam pogoda – gorąca lub burzliwa. Jedno pozostaje pewne, emocje, których doświadczyliśmy pozostaną  z nami na długo i na pewno zaowocują nowymi lekturami.

Za wspaniałe spotkania, absolutnie wyjątkowe przeżycia, pamiątki, autografy, niezliczone uśmiechnięte zdjęcia, nowe cudowne znajomości – dziękuję organizatorom i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogliśmy wziąć udział  w święcie książki i czytelnika czyli w jubileuszowym zlocie DKK we Wrocławiu.

 

Jolanta Domagała